sobota, 22 stycznia 2011

Tajemniczy Ogród.


Chyba najbardziej w tej chwili chciałabym mieć dom.

Ciemny, ale przyjazdny. Taki, w którym zapalenie zwykłego światła nie boli, a włączenie lampki z czerwonym kloszem nie odbija się po ścianach echem szyderczego śmiechu. Dom z miejscami, gdzie można się bezboleśnie ukryć i takimi, w których można przez przeszkód przyjmować przyjaciół. Z miejscem dla kota. Jakiegokolwiek, bo nie ma brzydkich i nieodpowiednich kotów. Z ogrodem w stylu tego z książki F.H. Burnett. Takim ogrodem, który ma swoje tajemnice, w którym kolory kiełkują powoli i trzeba je odkryć samemu. Czekałabym w oknie ciemnego domu z różowym światłem, aż zima powoli rozpłynie się i pozwoli zieleni wyjść na wolność. Później zieleń obudziłaby resztę przyczajonych kolorów. W krzewach, pnączach i trawach. Lawendowe dywany, ściany bluszczu i wierzby.

 Chciałabym, żeby to oczekiwanie na szerokim parapecie przerywał mi kubkiem herbaty ktoś, kogo nie musiałabym się bać i wstydzić. Ktoś, z kim mogłabym żyć bez obawy, że któregoś dnia przyjdzie i powie "tylko żartowałem, tak było mi wygodnie". Żeby nie umarł tak szybko, jak już niektórym się zdarzało. Żeby nie kłamał, żeby przeżywał życie z rozmarzeniem, a nie w amoku.

 Chciałabym, żeby w tym domu mieszkała też ze mną osoba, która odeszła niedawno w niesłusznych, ogromnych cierpieniach. Niedawno? Nie miałam prawa płakać po niej tak, jak jej mąż i dziecko, a wydaje mi się, jakbym już tylko ja tęskniła przez ostatni rok. Chciałabym móc oglądać, jak pięknieje z wiekiem, jak tupot stóp jej kolejnych małych dzieci sprawia, że kot strzyże uszami. Chciałabym wyglądać za powoli otwierającą się bramą na końcu ogrodu, za przyjaciółmi wchodzącymi przez nią z poczuciem, że tu wszystko jest dobrze.

Dziś dowiedziałam się, że taki idealny dom z idealnym ogrodem zniknął. Bywałam w nim dawniej, należał do rodziców mojego Idealnego Człowieka. Został sprzedany i ulegnie zniszczeniu, co z góry zapowiedziano. W tym domu tańczyłam walca z dzieckiem na ręku, budziłam się przy wtórze mruczenia dwóch kotów, chowałam się w morzu kwiatów jak małe dziecko. I to wszystko zniknie, tak po prostu.

Nie czuję tego ciepła, które powinnam czuć, ani entuzjazmu z prób popychania tego życia do przodu. Sen pomaga mi wyobrazić sobie ten dom, ten ogród, te osoby. Najchętniej przespałabym cały ten czas, który oddziela mnie od koncertów, widywania przyjaciół i dalekich podróży. Nie wierzę, że jest ktoś, kto mógłby mi dać to wszystko. Nie wiem, jak sama mogłabym to mieć. Sama? Nie, to niemożliwe.  


1 komentarz:

  1. pamiętaj Su, nie ma rzeczy niemożliwych. NIE MA.

    OdpowiedzUsuń