Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyczne odkrycia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyczne odkrycia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Yesterday the sky was you
And I still feel the same
Nothing left for me to do
And I still feel the same 
I wish, I wish I could fly
I wish, I wish I could lie
I will, I will try 
I will, I will 
Goodbye


Nowa ikonka na samym dole.

niedziela, 16 października 2011

Spacerologia vs papierologia 1:0.

niedziela, 9 października 2011

Nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo źle było wcześniej, zanim zaczęło być naprawdę dobrze. Aż samą siebie polubiłam.

Czasem wierzę, że jeszcze zdążę być każdym.
Przemierzę oceany, zdobędę najwyższe maszty.
Chcę dotrzeć tam gdzie świecą ostatnie gwiazdy.
Wydłużać czas niczym minuty nudnej jazdy.

sobota, 2 lipca 2011

"I know I'm ugly, but I glow at night."

Wspomnienie.

środa, 4 maja 2011

czasami lubię się zastanawiać, czy to twoje "ewentualnie" dodane na końcu przyszło z myślą o mnie.

sobota, 9 kwietnia 2011


It's wonderful what a smile can hide
If the teeth shine bright and it's nice and wide
It's so magical all you can keep inside
And if you bury it deep no one can find a thing, no.


Dziękuję, Patrick.
Tym koncertem poukładałeś mi w głowie więcej, niż mogli poukładać nawet moi przyjaciele.



[galeria

niedziela, 6 marca 2011

White Lies w Poznaniu.

Możecie sobie mówić, jakie to wtórne i złe zespoły ostatnio Wielka Brytfaniia podrzuca, ja i tak ich kocham. Chociażby za to, jak strasznie są mili i normalni oraz za to, jak ich cieszy to co robią. Znowu autograf na płycie, brak słit fotki z kapelą (wydawali się zbyt zmęczeni, by ich prosić o cokolwiek, chociaż niektórzy się tym nie przejęli).

Poniżej krótka relacja z akcji, w której jako tako uczestniczyłam. Nie mój pomysł, ale moje 7zł wkładu, mój podpis i moi kochani znajomi jako główni twórcy. Strasznie fajnie wyszło, zwłaszcza że perkusista zespołu miał wisiorek z identycznym wzorem prawdziwego serca.

Natalia - prezentacja jednej kopii z przodu, rzeźnia w Empiku poznańskim, kwik przy wręczaniu, White Lies - prezentacja drugiej kopii z tyłu. 

Zdjęć koncertowych brak (strach przed psychofankami vs. mój aparat, brak możliwości kradzieży jpg od kogoś innego.)

Dobre saporty, serio. After uratowany przez członka jednego z nich (Iggy Pop puszczany na afterku, no kurwa!). White Lies? O ile nie jarałam się nowym albumem, to wersje live mnie przekonują. Uśmiech wokalisty, kiedy wszyscy jak na komendę NAPRAWDĘ się bawią (a przecież z Polakami różnie bywa) - bezcenne. Więcej się nie jaram, bo i po co. Trzeci zaliczony koncert WL. Podobno chcą zagrać na Openerze. Trzymajcie kciuki.

wtorek, 1 marca 2011

buena.

W ramach akcji "Pani se pierdolnie" i marca uczyniłam wiosnę na blogu. Nie wiem, co na to miłościwie panująca tej stronie Lady T... chociaż ona nigdy nie wydaje się szczególnie poruszona. Coś jak moja twarz, tylko Lady T to ładniejsza wersja zimnej ryby w moim wykonaniu.

Romans z Umberto Eco i "Dziełem Otwartym" niezbyt mnie pociąga, nawet wspierany przez Buena Vista Social Club (z zainteresowań ja wymienić mogę: przyrodę, urodę, modę, wygodę, Kubę, snowboard, tao, kino, i' ching, feng shui, sushi, jing jiang, drum'n'bass, Buena Vista Social Club...).

(przepraszam na chwileczkę. nawet nie na chwileczkę. po prostu. przepraszam.)


sobota, 26 lutego 2011

***

Well you're in your little room
and you're working on something good
but if it's really good
you're gonna need a bigger room
and when you're in the bigger room
you might not know what to do
you might have to think of
how you got started in your little room

niedziela, 16 stycznia 2011

środa, 15 grudnia 2010

Słońca wam brak?

Możecie sobie mówić co chcecie, ale... Weszłam dziś do supermarketu, aby odmarznąć i zakupić najtańszą strawę. Stanęłam w kolejce pełnej wkurwionych Polaków i zobaczyłam małe dziecko siedzące w wózku sklepowym. Na widok Suzi strzepującej śnieg z kaptura roześmiało się tak serdecznie, że od razu poczułam się lepiej. I o to chodzi. Że słońce świeci zawsze.

wtorek, 14 grudnia 2010

niedziela, 5 grudnia 2010

film krótkometrażowy.

Robię plany na miesiąc do przodu, bo nie chcę myśleć, co będzie dalej. Nie powinno tak być.
Mimo to cieszę się jak diabli, bo wszystko o czym marzę wiąże się z Ludźmi. Moje marzenia są żywe. Mam u nich swoje miejsce, a to wystarcza za dom i wszystko, co się z domem wiąże. Jest mi lepiej, kiedy o tym myślę.

Zero życiowej poezji? Chwilowo. Jutro zakładam tu blisko, na regale, malutkie lampki choinkowe. Kiedy już załatwię parę obrzydzających życie spraw, będzie czas na wznowienie opowieści o Mosiężnym Kocie, Pożyczalskich i innych. Będzie trochę więcej tego ciepła, którego szukam.

Nowy Mikromusic cudowny.

sobota, 4 grudnia 2010

tonę.



There's tiny little window
Swarms of Lotus fill the sky
Maybe I just disappear
If I can - keep my head above the tide

Please anyone
I don't think I can - save myself


nie mam pojęcia, co zrobić. 
w którą stronę pójść. kogo oszukać, żeby był szczęśliwy i samą siebie skrzywdzić.

poniedziałek, 29 listopada 2010

mam słońce w butelce...

... i śnieg za oknem. Idealny układ. Kiedy byłam bardzo mała i nie wychodziłam prawie na dwór z powodu choroby, uparcie twierdziłam, że śnieg to cukier puder. Chyba wtedy często padał taki drobny, który wydawał się słodki.




Werra płodziła dla mnie prezent na urodziny. Przypominam, że były 2go października. Nic to, fajny jest i miło coś dostać między urodzinami i imieninami a gwiazdką. To czerwone postoi do najbliższych piętnastostopniowych mrozów.

A jeśli komuś już się zima sprzykrzyła...

sobota, 27 listopada 2010

piątek, 26 listopada 2010

Karuzele.



Kamuflaż.
Wiecie, ile osób mnie w tej czapce nie poznaje? I jak to mnie wcale nie martwi?

Wczoraj koncert, jutro koncert, koty, Ludzie, kaszel, tramwaje, koszulka Pogodno. Tak mogłabym to otagować. Życie z dnia na dzień.

Puszczane w Manekinie przypomniało mi dzieciństwo:


środa, 24 listopada 2010

dance with death.

Już chyba wiem, o co mi chodziło w dzieciństwie, kiedy chowałam się w szafie, kufrze albo pod biurkiem. Przynajmniej trzy ściany oddzielające mnie od wszystkiego. To była moc. Nie zrozumie tego nikt, kto tak jak ja nie był całe życie z całym kipiszem w jednym pokoju. Z rodziną, której się chwilami wcale nie kocha, z domem starym i ohydnym w każdym calu, z brakiem kawałka ściany na własny obrazek w ramce, z jedną półką w szafie, z jedną poduszką na nie swojej kanapie. Z kuchnią, w której brak taboretu dla trzeciej osoby. Z przedpokojem, w którym tylko twoje buty są schowane i trzeba po nie schodzić do kotłowni, nawet wtedy, kiedy chcesz tylko wybiec zobaczyć tęczę.
Pod stołem czy pod biurkiem malowałam. Głównie starymi szminkami i tuszem do rzęs. Pod blatem nikt nie widział i nie pytał dlaczego. W szafie dobrze pisało się listy do Włóczykija, z latarką w zębach. Do kufra właziłam, kiedy chciałam się bać.
Bo wiecie, otwiera się wieko i nie ma żadnej drogi ucieczki, tylko w stronę tego, co zagląda do środka. Już wtedy słabo widziałam. Przymykasz oczy i pod powiekami tańczą kolorowe plamy na czarnym tle. Masz wyobraźnię, wszystko to układa się w obrazy, twoja głowa lubi się bać. Widzisz dziwne twarze, płonące głowy. Kiedy bardzo się bałam tego, co było poza kufrem czy szafą, te formy przybierały naprawdę straszne kształty.
Wyrosłam z tego? Nie. Za każdym razem, kiedy umierał mi ktoś bliski, chłopak, przyjaciółka, po etapie totalnego odrętwienia przychodził strach przed tym, co z tych ludzi zostało. Widziałam go na ulicy, jak czeka, żeby mnie pożreć. Słyszałam w głowie jego myśli. Kiedy nachodziło mnie coś dobrego, jakiś cień chwytał za serce, a w głowie odtwarzał się obraz czegoś niewiarygodnie okropnego. Rany,
połamane kości, gnijące ciała. Pewnie wmawiałam sobie to wszystko, chciałam usprawiedliwienia dla szaleństwa, więc powtarzałam, że to on odbiera mi wszystko zza grobu... Tylko, że do dziś pamiętam totalny paraliż, kiedy w dniu śmierci Agaty ktoś usiadł przy mnie na łóżku, a ja nie otwierając oczu wiedziałam, że to ona. Obdarta ze skóry i błagająca ostatni raz o pomoc. Przed jej śmiercią wariowałam z bezsilności, więc znowu można mi odpowiedzieć, że to była eksplozja wszystkich dziwactw, które się we mnie kłębiły. Tylko dlaczego akurat wtedy? Nie wiedziałam wtedy, że umarła kilka minut wcześniej.

Dlaczego to wszystko dziś? Dlatego, że kolejny raz ktoś mi bliski był o krok od odejścia... a ja nie zmartwiłam się o niego. Serce bolało mnie ze strachu, że to wszystko wróci. Wstydzę się siebie i musiałam to wypisać. Chciałam znowu mieć swój kufer, te cztery ściany bezpieczeństwa. Mieć miejsce, w którym poczekam, aż znowu otworzy się wieko.

A drugi powód? To.

niedziela, 21 listopada 2010

Pozytywy.

Pani z baru dworcowego: Ej, te frytki dla pani to nabijałaś same czy z keczupem?
Druga pani: Beez, ale polej jej, ona zawsze miła jest i zawsze się uśmiecha.
Pani pierwsza: No to chociaż jedna!



Babcia1: o, se mży.
Babcia2: no, se mży.
Babcia1: mogłoby se nie mżyć.
Babcia2: jakbyś mogła, też byś se mżyła.

Suzi: (siedzi w tramwaju z misiem, bo nie zmieścił się do torby, a był potrzebny na ćwiczenia)
Dziewczynka: tatusiu, bo ta pani ma misia.
Tatuś: no. a większość dorosłych nie ma misia.
Dziewczynka: to ja nie chcę być dorosła! no chyba, że się ze mną ożenisz, tatusiu.


Pani Druga: o cześć kobieto! a ty to już, czy dopiero?
Suzi: dopiero...
Pani Druga: jakoś inaczej wyglądasz...
Suzi: w czapce i nieumalowana.
Pani Druga: a chyba że...(w stronę zaplecza) EE, ZARZUĆ TAM SAŁATKĘ Z TUŃCZYKIEM DLA NASZEJ TEJ!

(later)

Suzi: mam dwa złote, na jakieś picie starczy?
Pani Pierwsza: nie bardzo, kola na miejscu dwa dwadzieścia.
Pani Druga: ojtam, dwa i cześć! (wyjmuje małą colę zza lady) chore gardło, nie? to nie z lodówki.
Pani Pierwsza: słomkę jej daj.
Pani Druga: (szuka słomki)
Pani Pierwsza: różową!
Pani Druga: (sięga po różową) nie chce suka wyjść! (wyjęła) Daj, to ci zainstaluję do butelki!




















(later)

Suzi: cześć, wszystkiego dobrego!
Pani Druga: wzajem. pozdrów mamę, tatę, psa, chłopaka...
Suzi: nie mam chłopaka.
Pani Druga: a myślałam, że już zmądrzeli!


Mentos: (przez smsa) wracaj, bo nudno.


Gonzo: (przez telefon) on sobie może być nawet z haj definiszyn na środku ryja, ale ja przyjadę do ciebie, bo on mi nie przyjechał z termosem malinowej herbaty na dworzec o 4:40.

Ja to wszystko muszę pamiętać, kiedy jest za mało słońca. Zamówcie mi trochę na wtorek.



PS:


lubi to.

sobota, 20 listopada 2010

Pustki @ NRD Klub, Toruń [19.11.2010]















Szatan!

Że było warto iść nie muszę tłumaczyć nikomu, kto uległ urokowi tego zespołu. Chyba sporo osób w Mieście Krzyżackim dotknęła owa zaraza, bo jak na to miasto publiki było sporo. Z pewnością czynnikiem wspomagającym frekwencję były wcześniejsze wizyty Pustek w Toruniu (o ile niżej podpisaną pamięć nie myli, czterokrotnie już nas nawiedzili), min. na koncercie pamięci Grzegorza Ciechowskiego. Wykonali wtedy dwa utwory Republiki: Znak równości i Przeczekajmy noc, otrzymując nagrodę główną konkursu. Nie ma chyba lepszego sposobu na podbicie serc mieszkańców miasta, z którego czarno-biały zespół wszech czasów się wywodzi.
Wczoraj zafundowano nam powtórkę "Znaku". Będąc osobą wychowaną na muzyce Republiki mogę dodać jedynie, że czasami słuchanie coverów Republiki śpiewanych przez innych artystów uwalnia we mnie skłonności mordercze i gwałtowny wybuch miłości do militariów, zaś w przypadku Pustek słucha się tego z uśmiechem na twarzy. W setliście znalazły się również min. Parzydełko, Nie zgubię się w tłumie, Notes (z tłumu: "i pewnie zupełnie przypadkiem Nosowska przyjechała, nie?"), Słabość Chwilowa, najnowsza Lugola, Koniec Kryzysu (polska wersja utworu Joy Division - Passover), ukłon w stronę Wyspiańskiego - Jakżesz ja się uspokoję oraz Wesoły Jestem.
Z mojej strony kieruję serdeczne pozdrowienia do osób, które dostrzegły w pustkowej elektronice... Daft Punk, dla nastoletniego fanklubu męskiej części zespołu oraz dla tych, którzy wraz ze mną podczas "Nie zgubię się w tłumie" udawali, że rozkładają parasole.
I wrócą znowu. Czekamy.


Ostatnie trzy dni były wyjątkowo piękne i dziękuję wszystkim osobom, które pośrednio lub bezpośrednio się do tego przyczyniły.